Z samiutkiego rana przyszła do mnie pacjentka z piątkowym wydaniem lokalnej gazety. Patrzę, na zdjęciu nasz dohtór z drugim dohtorem, owszem, znajome twarze. Grzecznie pytam, w czym mogę pomóc, a odpowiedzi słyszę, że w gazecie napisali, iż w naszym wesolutkim szpitaliku robią taki zabieg (termoablacja, a konkretnie usuwanie guzów nowotworowych wątroby), a ona chce się zapisać. Zrobiłam wielkie oczy, bo po raz pierwszy ktoś chciał zapisać się nie na skierowanie, tylko na artykuł w gazecie. Podpytuję nieśmiało, czy ma jakieś skierowanie, a może ktoś już ją zdiagnozował, może jaki inny cudowny dohtór, a nasz szpital ma po prostu sprzęt. A pani mi na to, że nie, że ona po prostu przeczytała i chce się zapisać.
Koniec.
Kropka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz